poniedziałek, 16 lipca 2018

A może końca świata nie będzie?



Jezioro, nasze, mazurskie, wygląda tajemniczo. Przymglone, pomarszczone od podmuchów wiatru. Szaro-granatowe. W ten piękny letni poranek zlewa się z chmurami i w niczym, jeśli chodzi o aparycję, nie ustępuje Bałtykowi. A w dodatku jest od Bałtyku cieplejsze. I, co bardzo ważne, nie jest słone. 
I kiedy tak siedzę w wodzie lub nad wodą, to myślę sobie, że może końca świata w ogóle nie będzie?

środa, 13 czerwca 2018

Refleksje po przypadkowej lekturze na temat spania


Na dobrą sprawę zamiast siedzieć przy komputerze powinnam iść do łóżka. Śpię zdecydowanie za mało. I to od dawna. I nie wiem nawet, ile godzin snu jest mi potrzebne. Podziwiam ludzi, którzy z dużą dozą pewności mówią: „Jeśli nie prześpię, co najmniej, 8 godzin jestem do niczego”. Ja tak naprawdę nie wiem, po jakiej dawce jestem do niczego, a po jakiej funkcjonuję wspaniale. Całkowicie zdezorientowałam swój organizm. Od lat sypiam około 6 godzin na dobę (częściej krócej niż dłużej) i mam poczucie, że jakoś sobie radzę. Tyle, że nie jestem pewna jakości tego „jakoś”. Fakt: zasypiam i budzę się regularnie. To ponoć mój atut. Dowód, że jeszcze nie jest ze mną najgorzej. Chociaż, kto wie?

piątek, 8 czerwca 2018

Pora jesieni, pora wspominania. Refleksje po wydaniu książki



Jak powstała moja książka: Pora jesieni, pora wspominania? Było tak:

Wraz ze śmiercią moich rodziców, wraz z ogromnym żalem i poczuciem straty, przyszła chęć pośredniego obcowania z nimi, poprzez ich wspominanie i tych wspomnień zapisywanie.  I tak to się zaczęło. Pochłonęło mnie odzyskiwanie śladów przeszłości, dzieciństwa, obrazów mego miasta rodzinnego Sieradza; przypominanie sobie wszystkich znaczących w tamtym okresie i miejscu osób. Wielu z tych już odeszło na zawsze i tylko w snach i we wspomnieniach mogli do mnie wrócić.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

SPÓŁDZIELNIA WYCHOWAWCZA




Zacznę od początku. Na świat przyszło moje starsze dziecko. Urlop macierzyński zleciał szybko, wychowawczy tudzież. Stanęłam przed koniecznością powrotu do pracy, zwłaszcza, że z pieniędzmi było krucho. Co z dzieckiem? Żłobek przerażał, a poza tym okazał się nie do załatwienia. Dziadkowie daleko.  Instytucja niani w tamtych czasach i przy tamtych dochodach nierealna.

czwartek, 31 maja 2018

Jak umrzesz, to ja to załatwię



Tramwaj. Miejsce siedzące, więc podróż wygodna. Skłaniająca do refleksji. Przede mną siedzi Pani, okolice czterdziestki, z telefonem komórkowym przy uchu. Coś tłumaczy, dość monotonnym tonem, więc podsłuch mi się nie włącza. Wyglądam oknem, kontempluję piękno stolicy. Pani nadal przemawia przyciszonym głosem, potem jest pauza, Pani słucha, potem znowu coś tam tłumaczy. Co tłumaczy, nie wiem, ale ton identyfikuję jako tłumaczący. Potem znowu dłuższa chwila przerwy. Aż tu nagle słyszę, nie tylko ja, bo i inni towarzysze podróży, znamienne zdanie: Jak umrzesz, to ja to załatwię.  

poniedziałek, 28 maja 2018

O TAKIE TYTUŁY CHODZIŁO



Awantura o Basię, śliczną lalkę, którą przyniósł do Rodzinnego Domu Dziecka tajemniczy opiekun, zaczęła się z samego rana, kiedy przez okno zajrzało słoneczko, a w ogrodowych krzakach rozgadało się Ptasie Radio.
   Dolina Tęczy, w której stała przytulna chata wuja Toma (nazwana tak przez mieszkańców na cześć taty Tomka, który dzieciom wujkował) rozbrzmiewała gwarem, którego nie zagłuszyła nawet swoim gwizdem przejeżdżająca w pobliżu lokomotywa.
   Pierwsza złapała lalkę Polyanna, ale zaraz wyrwali ją dziewczynce Wala i Wołodia. Potem do szarpaniny włączyli się Czuk i Hek. Wprawdzie chłopcy rzadko bawią się lalkami, ale wiedzieli jak bardzo chciała mieć lalkę Basię Ania z Zielonego Wzgórza.
   Dzieci krzyczały, Reksio i Pucek szczekały. Na szczęście pojawił się Adaś, szatan z siódmej klasy, który pogodził skłóconych. Lalka każdego dnia będzie u innej mamy lub taty i w ten sposób nikt nie zostanie pokrzywdzony.
   - Koniec awantury - powiedział Adaś. - A teraz przedstawię wam nową koleżankę Lenkę. Lenka szuka ojca, a ja jej w tym pomogę.
W tym momencie do pokoju weszła poziewująca dziewuszka.
- Ty jesteś Ania czy Mania? - zapytał chłopiec. - Jakoś nigdy nie umiem was odróżnić.
- Jestem Mania - odpowiedziała dziewczynka. - Ania jeszcze jest w łazience.
    Tymczasem pulchna ośmiolatka, o przezwisku Bułeczka, wyglądała przez okno.
- Coś ty taka panienka z okienka? - zapytał Adaś. - A w dodatku panna z mokrą głową, bo ci jeszcze włosy po kąpieli nie wyschły. Przecież mamy dziś iść na jagody, a razem z nami dzieci z Bullerbyn, dzieci z Leszczynowej Górki i dzieci pana majstra. Zapomnieliście?
- Żebyśmy tylko nie zabłądzili - zaniepokoił się Stefek Burczymucha.
- Coś ty - roześmiał się Penrod. - Przecież nie będziemy w pustyni i w puszczy, tylko w zwykłym lesie. W dodatku idzie z nami najstarszy siedemnastolatek. Ucho od śledzia jak się nam coś stanie.
   W lesie dzieci zbierały jagody, chłopcy rzucali szyszkami, dziewczynki chichotały i szeptały na ucho jakieś sekrety. Takie z nich psotki i śmieszki.
   Najmłodsze brzdące sprawdzały, czy gdzieś w jagodzinach nie siedzi krasnal Hałabała, czy nad sosnami nie polatuje wróbelek Elemelek, czy zza drzew nie wyskoczy rozbójnik Rumcajs, a z nim Hanka i Cypisek. Czy na pobliskiej, przyleśnej łące nie wącha kwiatków byczek Fernando.
  Wreszcie dzbanki, kubeczki, koszyczki były pełne jagód.
- Kto zebrał najwięcej?
- My – krzyknęli Jacek, Wacek i Pankracek, którzy niedawno dołączyli do dzieci.
- No, no - zdziwił się Adaś. - Przecież przyszliście ostatni. Zuchy.
Wtedy chłopcy zaczęli się śmiać i pokazali, iż koszyk wypełniony jest sosnowym igliwem, a na wierzchu leży warstwa jagód. A to kłamczuchy. Pinokio by wam pozazdrościł.
   Przecież to był żart - usprawiedliwiali się chłopcy i przesypali uzbierane jagody do koszyczka Bułeczki.
   Pora wracać. Wujek Pimpuś Sadełko na pewno przygotował pyszną kolację. Po kolacji dzieci wstały od stołu i zaczęły się rozchodzić.
- A gdzie czarodziejskie słowo? - zapytał Adaś.
- Dziękujemy - odpowiedziały zawstydzone dzieci.
   Wieczorem w Wojtusiowej izbie odbyło się głośne czytanie, podczas którego została wyjaśniona tajemnica zielonej pieczęci.
   Maluchy już leżały w łóżeczkach, ale wujek Tomek poczytał im jeszcze, żeby wiedziały co spsocił Kubuś Puchatek.

środa, 23 maja 2018

ZGADYWANKA


Wymyśliła to moja przyjaciółka Krystyna Królikowska - Waś. Pozwoliła wykorzystać. Może pobawicie się w zgadywanie. Ile tytułów znajdziecie? Ile spośród nich było Waszymi dziecięcymi lekturami? Ciekawe, ile tytułów są w stanie rozpoznać współczesne dzieci?

Warto przeczytać!

POŻEGNANIE ONETU