poniedziałek, 15 lipca 2019

Kocham oleodruki, landszaftów nie wyłączając


Zainspirowana wystawą w Olsztynku, poświęconą obrazom fabrycznym z przełomu XIX i XX wieku, pozawracam Wam nieco głowę sztuką dla mas. „Obrazy fabryczne” nie przedstawiały bynajmniej życia robotników przemysłowych. Były to po prostu barwne odbitki wytwarzane w technice litografii, przy pomocy, dla mnie niezwykle skomplikowanych, form drukarskich. Jak się je odpowiednio potraktowało, obrazy, nie formy, np. powlekło werniksem, to wyglądały jak olejne autentyki. Sztuka dla każdego. Obrazy śliczne, prześliczne i na tyle tanie, że miały szansę zawisnąć nie tylko w mieszczańskim salonie, ale i w ubogiej robotniczej izbie; nie tylko w zamożnym dworku, ale i pod zwykłą strzechą. Oleodruki można było kupić w księgarniach, ale i na jarmarku. A potem jeno podziwiać. I radować się. Prawdziwa magia. 

środa, 19 czerwca 2019

Woda jest tak ciepła, że nie chłodzi



Jeziora, nasze, mazurskie, wyglądają olśniewająco. Zwłaszcza, nomen omen, w słońcu. W te piękne letnie dni w niczym, jeśli chodzi o aparycję, nie ustępuje Adriatykowi. A w dodatku są od Adriatyku cieplejsze. I, co bardzo ważne, nie są słone. 

I oto zewsząd słychać: - Woda jest tak ciepła, że nie chłodzi. Zdanie to, po raz pierwszy, usłyszałam wiele lat temu w czeskiej telewizji. "Voda je tak teplá, že se nevychladí" - stwierdził pewien Czech szukający ochłody w praskim basenie.

Jakieś cztery lata temu wygłosił tę opinię, po polsku, pewien dżentelmen, który w niedzielny poranek, z ewidentnymi objawami „postpiwnego” kaca, skoczył w nurty mazurskiego jeziora. Miał rację, bo rzeczywiście w takiej wodzie  kaca trudno wyleczyć, można za to w niej siedzieć i leżeć, pływać i nurkować, od rana do nocy. I piać na jej cześć peany. 

niedziela, 9 czerwca 2019

Uwolnić balkony? Lepiej nie



To było bardzo dawno temu. Lata 80. minionego stulecia. Spacerowałam z dzieckiem uliczkami osiedla, na którym mieszkaliśmy, warszawskiego (zaznaczam, bo to istotne), a dziecko, jak  to dziecko, korzystało z każdej okazji, by wdrapać się na jakąś przeszkodę, to na krawężnik, to na schodki. Wszystkie te przerwy w spacerze znosiłam ze stoickim spokojem, a nawet cieszyłam się, bo dzięki temu dzieciak się nie nudził.

sobota, 1 czerwca 2019

MOJE BOJE. NA SZCZĘŚCIE NIECODZIENNE


Grupy przystępujące do 45-minutowego egzaminu testowego (nauki społeczne) można podzielić na ciche i szepczące, z dominacją tych drugich.

wtorek, 14 maja 2019

OSTRY ATAK ZAZDROŚCI



Z braku laku, będzie przypomnienie starego wpisu, z 2015 roku, czyli jeszcze z czasów onetu. Z dygresjami współczesnymi. O tym, że zazdroszczę.

poniedziałek, 6 maja 2019

VALVE BLUES, czyli zastawkowe smutki, ale nie tylko…


Już we wczesnym dzieciństwie usłyszałam, że kiedyś, najprawdopodobniej w okresie pokwitania, z powodu wrodzonej wady serca, trzeba będzie wszczepić mi nową zastawkę. Świńską. Trochę mnie to przeraziło, ale że perspektywa była dość odległa, za bardzo sprawy nie zgłębiałam. Podświadomie liczyłam na to, że może mi się upiecze. Na wszelki wypadek świnie traktowałam z szacunkiem, ale z jedzenia wieprzowiny nie zrezygnowałam.

środa, 1 maja 2019

O Święcie 3 Maja w Płomyku z 5 maja 1938 roku



Kiedyś w ramach nicnierobienia z upodobaniem przeglądałam stare Płomyki. I trochę o tym blogowalam. Dziś, w związku z nadchodzącym Świętem 3 Maja, pozwolę sobie na okolicznościową przypominajkę.

Warto przeczytać!

POŻEGNANIE ONETU