niedziela, 6 października 2019

GRANICE TOLERANCJI


Nareszcie tramwaje i autobusy będą przestronne, z miejscami siedzącymi dla wszystkich potrzebujących miejskiego transportu mieszkańców, a przy tym zdesperowanych lub pozbawionych węchu. Zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym.

sobota, 28 września 2019

ZE SKAŁĄ W TYTULE



No i łatwo nie będzie. Żadnych, kompletnie żadnych skojarzeń. Skała. Coś mi tam świta: woda silniejsza (a może mocniejsza) od skały; fala rozbija się o skały, a ja to obserwuję i czuję potęgę wszechświata. No i jeszcze Mojżesz, który zamiast przemówić do skały, jak Bóg nakazał, uderzą w nią laską. Woda wypływa, a Mojżesz przed ludem przypisuje zasługę sobie i Aaronowi. I Bóg się gniewa. 

I jeszcze moja kochana Chorwacja ze skał zbudowana. Wyspa Pag z księżycowym krajobrazem, ze skalnymi rumowiskami. Królestwo murków. Z gajem oliwnym na Lunie, w którym znaleźć można nawet drzewa liczące tysiąc lat.

I już nic więcej. Może jeszcze wspomnę, że nie lubię opalać się na skałach. Wolę na leżaku lub piasku. A o speleologów, których miałam okazję bliżej poznać, zawsze bardzo się boję. 

Obraz ZDRAVKO BATALIC z Pixabay 

wtorek, 10 września 2019

Z HERBATĄ W TYTULE



Powinnam w zasadzie zatytułować ten post inaczej, a mianowicie: „Z herbatą przez życie”. Herbata bowiem zawsze, jak daleko potrafię sięgnąć pamięcią, pełniła w mojej codzienności bardzo ważną rolę.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Z ZAPAŁKĄ W TYTULE



Pierwsze skojarzenie to nie „Dziewczynka z zapałkami”, lecz powieść Krystyny Siesickiej „Zapałka na zakręcie”. W ogóle w tzw. młodości, tej wcześniejszej od tej późniejszej, zaczytywałam się w Siesickiej. W zasadzie uwielbiam wszystkie jej powieści, które powstały w latach 60., czyli: „Jezioro osobliwości”, „Czas Abrahama”, „Zapach rumianku, „Przez dziurkę od klucza”, „Beethoven i dżinsy” i oczywiście „Fotoplastykon”. Z późniejszych polubiłam wyłącznie: „Między pierwszą a kwietniem”. Wszystkie wymienione książki mam w swojej tajemnej szafce i uczciwie przyznaję, sięgam do nich w chwilach chandry. W tajemnej szafce mam powieściowych lekarstw więcej, ale Siesicka to taka moja literacka witamina C.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Z PIECEM W TYTULE




Nie z jednego pieca chleb jadł – głosi przyslowie. Owszem znam kilka osób, o których tak można powiedzieć. Wieczni wędrowcy, ciekawi świata, żądni przygód. Jest wśród nich alpinista – grotołaz, są przyjaciółki nierozłączki, a na dodatek wędrowniczki, są małżeństwa w wieku emerytalnym, którym życie upływa na planowaniu i realizowaniu różnych turystycznych projektów. Tyle w sensie dosłownym. Literalnym.

piątek, 26 lipca 2019

Z PIOSENKĄ W TYTULE



Kocham piosenki, ale nie jestem i nigdy nie byłam w stanie zapamiętać pełnego tekstu żadnej ani to żadnej z nich. Nawet „Wlazł kotek na płotek” jest dla mnie za długi. I poza pierwszą zwrotkę nie wychodzę. „A ty mi koteczku buzi dasz” już ucieka z mej pamięci. No, może jeszcze ze „Sto lat” sobie poradzę”. Ale nie o to przecież chodzi, żeby znać teksty.

Chodzi o to, by kochać piosenki, czyli krótkie i proste utwory muzyczne z tekstem, przeznaczone do śpiewania. W moim przypadku raczej do słuchania.  A ja piosenki bardzo, ale to bardzo kocham.

Przy okazji: niezmiennie rozczula mnie: „Góralka Halka”.  

Z MYSZĄ W TYTULE


Nigdy, ani to nigdy nie chciałam być myszą. Kiedy w dzieciństwie bawiliśmy się w zwierzęta, wcielałam się w różnych przedstawicieli fauny, najchętniej w wiewiórkę, ale nawet na myśl mi nawet nie przyszło, by przybrać postać myszki. I nie o jej szarość tu chodziło, co o życie w wiecznym zagrożeniu Ptaszyska, kociska, ludziska – wszystko to na biedną myszkę nieustannie czyhało. Nie, myszą być nie chciałam.

Warto przeczytać!

POŻEGNANIE ONETU