Adieu moje książki

We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.

środa, 21 lutego 2024

Blog jednego autora i jednego czytelnika

 


Zaczynałam pełna niewiary w sukces. Czy w ogóle ktoś to będzie czytał? Był rok 2013 i oto poczułam smugę cienia. Nietypowo przyznaję, bo z dwudziestoletnim w stosunku do normy opóźnieniem. I związaną z tym potrzebę wspominania, a konkretnie sięgnięcia pamięcią do początków swej ziemskiej egzystencji, utrwalenia dziejów rodziny, z której pochodzę. To miał być przekaz dla kolejnych pokoleń, a blogowanie miało być narzędziem.

    Zaczęło się, jak widać od retrospekcji na blogu, jak na staruszkę, przystało, a zaowocowało książką „Pora jesieni, pora wspominania”, wydaną w 2018 roku.  Opowiadam w niej o moich rodzicach i dziadkach, o dzieciństwie i o moim rodzinnym mieście Sieradzu.

    Bardzo ważnym etapem w rozwoju mojego bloga były posty dotyczące treści przedwojennych Płomyków, a nieco później Płomyczków. Skąd ten pomysł? Z potrzeby serca, domniemywam. A było tak, że na pożegnanie przedszkola otrzymałam pięknie oprawiony rocznik Płomyków. Konkretnie rocznik 1938. Czytałam je z zapałem i je pokochałam. Okazało się, że miłością dozgonną. 

    Czytelników bloga początkowo było niewielu. Pisałam o tym z nutą goryczy, w lutym 2013 roku: „Pomału zaczynam doświadczać rozdwojenia jaźni, jestem autorem, a zarazem jedynym swoim czytelnikiem. Tyle, że coraz lepiej mi się czyta, a coraz gorzej pisze”. Ale wkrótce to się zmieniło, czytelników zaczęło przybywać. Kiedy w 2018 roku Onet zrezygnował z udostępniania swej platformy blogowiczom mogłam minione lata podsumować następująco: Naplusie.blog.pl  rozpoczął życie 27.01.2013 r. Właśnie skończył 5 lat. Ponad 220 tys. wejść. Dokładnie: 227788. Ponad tysiąc komentarzy. Nie tak wiele, ale zawczeć”. Z blogowania nie zrezygnowałam. Kontynuowałam pod nową nazwą „Na plusie. Reaktywacja” i pod nowym adresem: plusomania.blogspot.com. 

    Mamy rok 2024.  Po dość długiej przerwie wracam do blogowania. Mam tremę, bo tak jak poprzednio startuję z pozycji: blog jednego autora i jednego czytelnika. 


            

1 komentarz:

  1. Witaj Ewo. Dopiero dzisiaj zajrzałam do Ciebie. Ale bardzo się cieszę że wróciłaś do blogowania. Życzę Ci powodzenia.
    Stokrotka

    OdpowiedzUsuń