Nieco rachityczna, ale
ciągle fertyczna staruszka, już we wczesnych godzinach rannych przypomniała
sobie, że właśnie są Walentynki. Trochę się jej to święto pomyliło z
Mikołajkami, bo z nadzieją w sercu zajrzała pod poduszkę, ale że nic nie
znalazła, nieco oprzytomniała.
W radio od rana o
miłości i o dziwo, tak jakby wiedzieli, że słucha ich osoba w wieku podeszłym,
o recepcie na długie szczęśliwe życie, w miłości wzajemnej i niezmiennej.
Bzdury do n-tej potęgi – pomyślała Staruszka pojadając płatki na mleku i
rozważając, jakie by tu ziółka na poranny rozruch zaparzyć. Przy okazji Staruszka
sprawdziła, co na śniadanko zaserwował sobie jej Małżonek. Jajecznica, jak
zwykle. Żadnej odświętności. Żadnej refleksji nad zdrowym odżywianiem.
Rachityczna, lecz fertyczna Staruszka zauważyła ponadto, wdychając całkiem
ponętny zapach jajecznicy na boczku, dużo ważniejszą rzecz, a mianowicie, że
Małżonek nie zaserwował jej żadnego śniadania do łóżka, żadnego upominku pod
talerzykiem, żadnego złotego wisiorka w płatkach kukurydzianych, żadnego
krwistego serca na szybie, żadnego kwiecia w wazonie, czyli reasumując: nie
było, jak okiem sięgnąć, żadnego walentynkowego prezentu dla ukochanej żony, co
to z nią w miłości wzajemnej i niezmiennej szanowny małżonek spędził szmat
życia.
