Adieu moje książki

We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walentynki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 lutego 2018

O wyższości Dnia Kobiet nad Walentynkami


Nieco rachityczna, ale ciągle fertyczna staruszka, już we wczesnych godzinach rannych przypomniała sobie, że właśnie są Walentynki. Trochę się jej to święto pomyliło z Mikołajkami, bo z nadzieją w sercu zajrzała pod poduszkę, ale że nic nie znalazła, nieco oprzytomniała.
 W radio od rana o miłości i o dziwo, tak jakby wiedzieli, że słucha ich osoba w wieku podeszłym, o recepcie na długie szczęśliwe życie, w miłości wzajemnej i niezmiennej. Bzdury do n-tej potęgi – pomyślała Staruszka pojadając płatki na mleku i rozważając, jakie by tu ziółka na poranny rozruch zaparzyć. Przy okazji Staruszka sprawdziła, co na śniadanko zaserwował sobie jej Małżonek. Jajecznica, jak zwykle. Żadnej odświętności. Żadnej refleksji nad zdrowym odżywianiem. Rachityczna, lecz fertyczna Staruszka zauważyła ponadto, wdychając całkiem ponętny zapach jajecznicy na boczku, dużo ważniejszą rzecz, a mianowicie, że Małżonek nie zaserwował jej żadnego śniadania do łóżka, żadnego upominku pod talerzykiem, żadnego złotego wisiorka w płatkach kukurydzianych, żadnego krwistego serca na szybie, żadnego kwiecia w wazonie, czyli reasumując: nie było, jak okiem sięgnąć, żadnego walentynkowego prezentu dla ukochanej żony, co to z nią w miłości wzajemnej i niezmiennej szanowny małżonek spędził szmat życia.