środa, 4 kwietnia 2018

W zdrowym ciele - zdrowe cielę


Tak pisałam trzy lata temu:

„W zdrowym ciele - zdrowy duch. Regularne ćwiczenia przedłużają życie i czynią je lepszym. Również, a może zwłaszcza, w przypadku osób takich jak ja, czyli „sercowych”.  Z wymienioną zastawką (nie mylić z ustawką). „Codzienna, regularna aktywność fizyczna sprzyja rozwojowi krążenia obocznego w mięśniu sercowym – małe naczynia krwionośne stają się bardziej przepustowe, dochodzi do powstawania nowych drobnych tętniczek i żył” - zalecają lekarze.  
Spacery – ważne, ale to za mało. Trzeba mieć co najmniej dwie formy aktywności fizycznej, regularnej aktywności. I nie o sprzątanie na czworaków i bieganie po centrach handlowych tu idzie. Trzeba uprawiać sport. Chodzić z kijkami, pływać, gimnastykować się itd. W zdrowym ciele, zdrowe cielę.
Chodzenie z kijkami w grupie odpada. Wszyscy chodzą szybciej ode mnie. Nie nadążam. Samotnie chodzić , np. po pobliskim lesie, nie lubię, bo nudno. W końcu to codziennie prawie taka sama trasa. Mogłabym ze słuchawkami w uszach, ale wówczas nie usłyszę zagrożenia, np. skradającego się dzika lub seryjnego mordercy.
Pływanie też odpada. Za dużo bakterii, wirusów i pięknie zbudowanych, młodych kobiet na basenach. Poza tym pływam tak sobie i ciągle ktoś mnie na torze wyprzedza, a to godzi w moje ego. Moja samoocena cierpi, a zadyszka uniemożliwia pełne godności opuszczenie basenu.
Gimnastyka jest wyjątkowo nudna i wyczerpująca. Takie 50 brzuszków, nawet maskowanych, trwa wieki. A radosny głos instruktorki wkurza do nieprzytomności.
Widzę, że panie radzą sobie dobrze. To może jeszcze z 20 razy? Raz, dwa, trzy
Tańce wymagają gibkości, płynności i co to ukrywać - wymagają piękna zewnętrznego. Nie pomaga zasada: mierz siły na zamiary, nie zamiar podług  sił. Ćwiczy się w sali z lustrami. I lustra mówią prawdę. Prosto w oczy. 
Pozostaje joga, a konkretnie hatha - joga.  Asany: pies z głowa w dół, drzewo, kobra, półksiężyc, wojownik, bohater, skłon do stóp. No i jeszcze pranamaja, czyli kontrola oddechu. Brzmi wspaniale. Będę ćwiczyć jogę.  Spokojnie, bezpiecznie, bo w zaciszu domowym.
Rozkładam matę. Włączam stosowną muzykę. Rozciągam ciało i już wiem. Joga to tylko pozornie dobry pomysł. Im bardziej się bowiem rozciągam, tym bardziej umieram ze strachu. Nie dowierzam bowiem lekarzom pierwszego i ostatniego kontaktu, kardiologom, kardiochirurgom, ortopedom. Nie dowierzam też członkom rodziny i znajomym. Nie dowierzam w kwestii następującej: w kwestii mojego mostka. Nie dowierzam, że mostek ten, po mojej zastawkowej operacji, zrósł się w sposób zapewniający mi pełne bezpieczeństwo wzięcia świata w ramiona. Im dalej w las, tym silniejsze poczucie, że trzymają mnie w całości jedynie metalowe uchwyty (z dnia na dzień coraz bardziej rdzewiejące). I pewnego dnia, w czasie serii ćwiczeń rozciągających, nie wytrzymają, pękną, a ja rozpołowiona wyzionę ducha.
I dlatego oznajmiam, zainteresowanym i niezainteresowanym. Nie będę ćwiczyć. Z krytyką tego postanowienia oczywiście się liczę. Przecież powszechnie wiadomo, że nie zrozumie syty głodnego, a nieprzecięty na pół – przeciętego”.
Minęły trzy lata. I właśnie postanowiłam wrócić na łono maty. Strach pokonany. Tęsknota za  jogą w miarę nasilona. Potrzeba poprawy tężyzny fizycznej – bezdyskusyjna. Wytrwałość w postanowieniach, moja wytrwałość, oczywiście  – umiarkowana. Jak to się skończy? Zobaczymy. Zainteresowanych chętnie poinformuję.

14 komentarzy:

  1. Nieśmiało zapytam, czy w ramach uprawiania zdrowotnych sportów dopuszczalna jest gra w szachy? Inne, już ze względu na wiek, nie bardzo mnie pociągają. Nawet to rozciąganie na macie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej. Ne tylko szachy ale również mój ukochany brydż.

      Usuń
  2. Ze sportów uprawiam spacery i rower, ale ten drugi to rekreacyjnie raczej i nie codziennie. Ktoś powiedział, że zmuszanie się wbrew upodobaniom niewiele dobrego przynosi, więc się nie zmuszam
    Na wieści z uprawiania jogi czekam, znajoma ćwiczy i twierdzi, że pomaga, ja nie spróbowałam, sztuczny ruch jakoś mnie nie kręci...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rower jest świetny. Niestety mam problemy z zachowaniem na rowerze stosownej równowagi, więc trochę go unikam. Z równowagą w życiu też różnie bywa.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie joga odpada; niedozwolona. Do spacerów brakuje mi towarzysza; pływać nie potrafię, więc o basenie nawet nie marzę. Kiedyś lubiłam jeździć rowerem, ale teraz nie mam dobrego roweru. Sama widzisz, wszystko sprzysięgło się przeciwko...ćwiczeniom. Za to uprawiam gimnastykę ogrodową; tam muszę wykonywać skłony, rozkroki i klęczki. Szkoda tylko, że tak rzadko na ten ogród wychodzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Praca w ogrodzie to rzeczywiście wszechstronny ruch. I zdrowy. Pod warunkiem, że prawidłowo się schylamy. Wiem z autopsji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak się ostatnio wyćwiczyłam na działce przy grabieniu i wycinaniu uschłych badyli że cały następny dzień dochodziłam do normalności.
    Najlepsze na wszystko są spacery szybkim krokiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na mnie praca w ogrodzie jeszcze czeka i doczekać się nie może.Lenistwo i katar mnie zmogły.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyklaskuję, nic na siłę, a wszystkie formy aktywności powinny sprawiać przyjemność. Po kiego licha zmuszać się, a potem przeżywać frustracje, a te dopiero szkodzą.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ponoć jak się zmusisz, to po jakimś czasie zaczynasz odczuwać przyjemność. Ale to chyba jednak działa wybiórczo.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam męża po operacji zastawki aortalnej i bypassach w 2009 r.. Właśnie odkrył, że im więcej chodzi tym mu lepiej. Jemu lepiej, mnie nie, bo mam potrzaskaną łąkotkę w kolanie a wcale nie mam ochoty na operację ( w drugim kolanie już ją lata temu miałam), więc partner do chodzenie ze mnie żaden, a jemu samemu się nie chce chodzić. On po tym ciętym mostku zaczął się garbić, bo najlepiej ze wskazań medycznych zapamiętał, że te kości się jednak nie zrosną nigdy. Nie każdemu zdarza się tak, że to co z początku nie sprawia nam frajdy, po jakimś czasie polubimy - mnie nigdy się to nie zdarzyło.
    Wiadomo- Baran jestem.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak widzę Twój mąż ma podobne jak ja odczucia. W kwestii scalenia mostka. Poza tym, ja co prawda ryba, ale podzielam Twoje przekonanie co do "po jakimś czasie polubimy". Szukam w pamięci, czy kiedyś mi się to udało i nie bardzo znajduję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobry tekst, jakbym sam go pisał. Nawet większość odpowiedzi mogę potraktować jak swoje.
    Pozdrawiam z ogrodu... Trochę zbolały ale i radosny z tego powodu, że udało się przeżyć kolejny aktywny dzień

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja ciągle ogród zaniedbuję. Może jutro wezmę się do roboty? A może pojutrze? Nie, lepiej jutro.

    OdpowiedzUsuń

Warto przeczytać!

POŻEGNANIE ONETU