Adieu moje książki

We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demoludy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demoludy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 marca 2018

Wkładka paszportowa


Leży przede mną relikt minionej epoki, czyli wkładka paszportowa wielokrotna. Niewtajemniczonych informuję, że  to taki pseudopaszport, czyli  dokument uprawniający do podróżowania po demoludach, wydawany w latach 60. i 70. XX wieku. Paradoksem było, że wkładka paszportowa funkcjonowała bez paszportu.  Powinna się w związku z tym nazywać: przedpaszportempółpaszportem lub subpaszportem – do wyboru, a najlepiej - erzatzpassport’em.  Nazywała się jednak wkładką i naprawdę nie wiem - dlaczego. Chyba, że chodziło o to, że można ją było włożyć do kieszeni?  Albo jeszcze gdzie indziej, jeśli się chciało wyjechać za tę prawdziwą granicę.