Leży przede mną relikt
minionej epoki, czyli wkładka paszportowa wielokrotna. Niewtajemniczonych
informuję, że to taki pseudopaszport, czyli dokument uprawniający
do podróżowania po demoludach, wydawany w latach 60. i 70. XX wieku. Paradoksem
było, że wkładka paszportowa funkcjonowała bez paszportu. Powinna się w
związku z tym nazywać: przedpaszportem, półpaszportem lub subpaszportem – do wyboru,
a najlepiej - erzatzpassport’em.
Nazywała się jednak wkładką i naprawdę nie wiem - dlaczego. Chyba, że
chodziło o to, że można ją było włożyć do kieszeni? Albo jeszcze gdzie
indziej, jeśli się chciało wyjechać za tę prawdziwą granicę.
Adieu moje książki
We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demoludy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demoludy. Pokaż wszystkie posty
Subskrybuj:
Posty (Atom)
