Adieu moje książki

We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kult młodości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kult młodości. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 marca 2018

Kult starości



Przyznam uczciwie – natchnęła mnie Isabella Fiorella Elettra Giovanna Rossellini, która swego czasu ogłosiła, że wkurza ją ten cały wszechobecny kult młodości. Mnie też. To z jego przecież powodu cierpię katusze psychiczne, a czasami i cielesne, np. wtedy, gdy odmawiam sobie kolejnego kawałka urodzinowego tortu w imię szczupłej sylwetki (której notabene i tak od kilkudziesięciu lat nie osiągam).
Piękno równa się młodość. W cenie są białe zęby (dodajmy: wszystkie zęby), gładka skóra, gęste, lśniące włosy, symetryczne rysy twarzy (bez obwisłości), duże błyszczące, najlepiej szeroko otwarte oczy (by uzyskać ten ostatni efekt musiałabym podpierać górne powieki na zapałkach),  o szczupłej sylwetce nie wspominając.