Adieu moje książki

We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franck Provost. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franck Provost. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 marca 2018

O wierności fryzjerom słów kilka



Franck Provost. Warszawa. Nowy Świat. Pustawo. Linia produkcyjna fryzur płynna. Po godzinie mam na głowie względny ład. Strzyżenie plus czesanie załatwione. Dzisiejszy poziom zadowolenie w skali od 1 do 10 – 6. Nie najlepiej i nie najgorzej. Przy poprzednich wizytach  różnie to wyglądało: była nawet 10, ale i 5 się zdarzyła.
Do Franka trafiłam trochę przypadkowo, a że lubię fryzjerów, do których można wpaść ot tak, przy okazji, z ulicy, to zostałam jego stałą klientką.
Zdradziłam tym samym pana M,  który strzygł mnie, farbował i czesał przez kilka lat. Naszą więź nadwyrężyło jego upodobanie do niezmienności proponowanego mi stylu. Kwintesencją naszej współpracy była sytuacja, kiedy to prosto od M poszłam do fotografa, a ten zasugerował, abym, zanim zrobi mi zdjęcie, jakoś się uczesała.