Adieu moje książki

We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazimierz Dolny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazimierz Dolny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 lutego 2018

Tęsknota za Kazimierzem



Tęsknię za Kazimierzem Dolnym i ciepło wspominam ostatnią w nim wizytę. Za naprawdę małe pieniądze mieliśmy do dyspozycji przytulny pensjonat i pełne dwa dni chodzenia, oglądania i podziwiania. Nawet wdrapywanie się po oblodzonych schodach, by w towarzystwie trzech krzyży, po kostki w błocie, „ dziwować się”, jaki ten świat piękny – okazało się wspaniałym przeżyciem. A przecież kilkadziesiąt lat wcześniej i kilkadziesiąt kilogramów mniej, kiedy to w ramach szkolnej wycieczki zaliczałam wzgórze, uznałam to wdrapywanie się za katorgę, a widok z góry za byle jaki.
Swoją drogą, dlaczego Kazimierz jest Dolny, a nie Górny? Moja zadyszka i poczucie, że mam ciągle pod górkę – w ogóle do tej nazwy nie pasowały. Kupiłam jakieś przewodniki w nadziei, że doczytam.