Adieu moje książki

We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2018

O ukulturalnianiu młodzieży zdań kilka




Tak sobie wspominam pewną przedpołudniową wyprawę do kina. I płynącą z niej refleksję: nic się nie zmienia.
Istotę rzeczy najlepiej ujęła Anula, jedna z kluczowych postaci „Wojny domowej”*(mam nadzieję, że jeszcze pamiętacie?).  Anula stwierdziła pewnego razu, że: ”Ci co wymyślili szkolne przedstawienia, powinni dostać po kilka lat więzienia” (rym przypadkowy). We własnym imieniu dorzucam: „Ci, co wymyślili szkolne seanse filmowe tudzież”. Choć wyrok nieco bym złagodziła. Zamieniłabym np. na dożywotni nakaz oglądania filmów wyłącznie w ramach takich seansów.
Teoria wszystkiego” - brytyjski melodramat biograficzny w reżyserii Jamesa Marsha. Okazja do poznania losów Hawkinga, o którym,  i o którego „Krótkiej historii czasu”, każdy młody człowiek kończący gimnazjum, a także ten  kontynuujący edukację w liceum, wiedzieć co nieco powinien. Przynajmniej zdaniem „czynników oświatowych”, jak to się ongiś mawiało. Ten film to okazja, by, w ramach ukulturalniania młodzieży i poszerzania jej horyzontów intelektualnych, zrealizować zbiorowe „wyjście do kina”, na ową „Teorię wszystkiego”.
I tak stałam się mimowolną ofiarą wykorzystania tej okazji, czyli oglądałam film w towarzystwie szkolnych grup zorganizowanych. Na wstępie informuję: film jak film, nie najgorszy, oskarowa rola Hawkinga na Oskara zasługuje. Oczywiście moim zdaniem.