wtorek, 13 marca 2018

O wierności fryzjerom słów kilka



Franck Provost. Warszawa. Nowy Świat. Pustawo. Linia produkcyjna fryzur płynna. Po godzinie mam na głowie względny ład. Strzyżenie plus czesanie załatwione. Dzisiejszy poziom zadowolenie w skali od 1 do 10 – 6. Nie najlepiej i nie najgorzej. Przy poprzednich wizytach  różnie to wyglądało: była nawet 10, ale i 5 się zdarzyła.
Do Franka trafiłam trochę przypadkowo, a że lubię fryzjerów, do których można wpaść ot tak, przy okazji, z ulicy, to zostałam jego stałą klientką.
Zdradziłam tym samym pana M,  który strzygł mnie, farbował i czesał przez kilka lat. Naszą więź nadwyrężyło jego upodobanie do niezmienności proponowanego mi stylu. Kwintesencją naszej współpracy była sytuacja, kiedy to prosto od M poszłam do fotografa, a ten zasugerował, abym, zanim zrobi mi zdjęcie, jakoś się uczesała.
Pożegnałam też  panią K, która na jakiś czas zastąpiła pana M i była urocza, a ja pod jej ręką również uroczo, przynajmniej momentami, wyglądałam. Do pani K trzeba się było jednak umawiać z dużym wyprzedzeniem, a to dość sprzeczne z moją kliencką naturą.
No i zdrada największa. Pożegnałam na zawsze przeuroczy salonik przy Placu Hallera. W moich wspomnieniach pozostanie on jednak na zawsze. Przytulne, kolorowe, ciepłe i bezpieczne miejsce, w którym to za każdą wizytą wyczarowywano na mojej łepetynie,  w miarę satysfakcjonujące uczesanie, a w przededniu Bożego Narodzenia częstowano domowymi ciasteczkami, zaś przed Sylwestrem raczono szampanem. Niestety Plac Hallera był mi nie po drodze. Wpadałam więc coraz rzadziej, aż w końcu przestałam się tam czuć jak u siebie.
Swego czasu zaliczyłam pouczającą przygodę z Grouponem. Postanowiłam być oszczędna i wykupiłam stosowny voucher. Mimo starannie zapisanego adresu, jakoś nie mogłam odnaleźć salonu, jak się okazało ukrytego w czeluściach podwórka wskazanej kamienicy. Błądziłam i w końcu się spóźniłam. Na powitanie poskarżyłam się, że:
- Trudno do pani trafić. Przydałoby się lepsze oznakowanie salonu.
Pani Fryzjerka, widać zdegustowana moimi narzekaniami i wiszącą nad nią alternatywą: klientki z Groupona bądź pusty salon, warknęła: 
- Takich jak pani sfrustrowanych, niezadowolonych z życia klientek to ja mam po kilka dziennie. Gdybym się nimi przejmowała, to bym chyba zwariowała.
Zaniemówiłam. I mimo, że pani okazała się biegła w swym fachu i nieźle mnie ostrzygła, więcej się u niej nie pojawiłam. Bo to nie była dobra fryzjerka, skoro nie rozumiała, że do fryzjera chodzi się przede wszystkim po to, żeby w końcu ktoś się nami przejął. 
Póki co wygrywa Frank z Paryża. Nieco bezosobowy, ale sprawny i zawsze pod ręką. Wymarzoną klientką, biorąc pod uwagę moją rzadkość korzystania z usług fryzjerskich, raczej nie jestem. Ale jak powiada przysłowie, drogi Franku Provoście, lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.

8 komentarzy:

  1. Miałam stałą fryzjerkę, do której najpierw ja chodziłam, potem ona chodziła na emeryturze do stałych klientek, a gdy zmogły ją choroby znalazłam inną, ale szłam z gulą w gardle, bo mało w której fryzurze mi dobrze, więc miałam stracha. Teraz jestem zadowolona, nie zachwycona, ale zawsze...

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym mieć taką fryzjerkę na przychodnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tradycjonalistka ze mnie.
    Od lat ta sama fryzjerka i prawie ta sama fryzura. Ale fryzjerka dobra, uprzejma i sympatyczna.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś zatem wierną klientką, czego o mnie rzec nie można. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w ogóle nie jestem klientką, bo...się nie nadaję.
    Nigdy nie jestem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja w młodości. Też nigdy nie byłam zadowolona. Z wiekiem znacznie obniżyłam poziom moich wobec fryzjera oczekiwań. I w efekcie osiągam minimum zadowolenie i poczucie, że załatwiłam sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chodzę obecnie tylko w dwa miejsca do fryzjera. Do pani Joli albo do Pani Magdy. Obie świetnie czeszą i odcinają włosy. Lubię ich styl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się pochwalić, że i mnie się ostatnio udalo. Moja Pani od Strzyżenia ma na imię Iwona.

      Usuń

Warto przeczytać!

POŻEGNANIE ONETU