czwartek, 8 listopada 2018

WOLNY PONIEDZIAŁEK


Uprzejmie informuję, że dodatkowy dzień wolny od pracy, czyli 12 listopada, kompletnie mnie nie cieszy. Mimo, że dni wolne od pracy lubię i zawsze lubiłam.

Po pierwsze, w łeb wzięły moje poniedziałkowe plany, jako że instytucje, których udział w realizacji tychże planów jest niezbędny, w tym dniu nie pracują.

Po drugie, nie będę mogła wykorzystać tego dnia, tak jakbym chciała, bo na zaplanowanie jakichkolwiek atrakcji: dłuższy wyjazd, teatr, odwiedziny u krewnych itp. już jest za późno. Nie da się takich rzeczy ad hoc zorganizować.

Po trzecie, po centrach handlowych w celach zakupowych też nie da się pochodzić, bo centra będą nieczynne.

Po czwarte, o żadnych atrakcjach przygotowanych dla zwykłych obywateli w tym dniu nie słyszałam. I nie wiem, jak mam świętować.  

Po piąte, pogoda ma być ponoć nie najlepsza, więc i spacery dla zdrowia odpadają.

Po szóste,  zewsząd słyszę narzekania na ten nieoczekiwany prezent z okazji 100 lat niepodległości i po raz pierwszy odnoszę wrażenie, że Polacy aż tak bardzo, jak myślałam, nie są leniwi i czasem wolą iść do pracy niż mieć dzień wolny, z którym nie bardzo wiedzą, co zrobić.

Po siódme, wolałabym dzień wolny w poniedziałek 24 grudnia, bo tegoroczny układ Świąt Bożego Narodzenia aż się prosi o takie rozwiązanie.

Po ósme, uważam, że takie rzeczy trzeba planować, a nie decydować o nich w ostatniej chwili. To nie jest przecież niezwykły zbieg okoliczności – po niedzieli, nawet podwójnie świątecznej, zwykle mamy poniedziałek.

Po dziewiąte, przejmuję się prognozami mówiącymi o stratach materialnych, jakie poniesiemy w związku z tym dniem narodowego relaksu.

Po dziesiąte,  analogia do poczynań Jej Ekscelencji z „Seksmisji” sama się nasuwa. I to też mnie nie cieszy.

Jest zatem co najmniej 10 powodów, dla których wolałabym mieć dodatkowy dzień wolny w innym terminie. Świątecznej euforii nie odczuwam, ale może jestem w tym malkontenctwie odosobniona.  

Gwoli uczciwości, w czasach szkolnych bardzo by mnie taki wolny poniedziałek ucieszył. 




11 komentarzy:

  1. Właściwie mogłabym się podpisać pod tym, co piszesz dwoma rękami, bo skoro mam wolne, to chciałabym je dobrze wykorzystać, oprócz lenistwa, nawet do fryzjera pójść nie mogę, bo fryzjerka ma wolne, a właściwie to nadal nie wiem co będzie otwarte, a co nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie. Nawet do fryzjera pójść się nie da.

      Usuń
  2. W sumie, to nic ten dzień wolny u mnie nie zmienia, ale czuję wielki dyskomfort. Znowu spartolono, znowu zrobiono wbrew i znowu wszystko na głowie postawione. I zgadzam się z wszystkimi twoimi argumentami. Dokładnie tak to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy telewizja jakoś tę swiąteczność poniedziałku okrasi. Choć pewnie też nic nie zdąży ciekawego przygotować.

      Usuń
    2. Nie mam telewizora, nie oglądam rządowej- wszystko na kompie.

      Usuń
  3. Z jednej strony racja, z drugiej strony ja bym się dniem wolnym cieszyła. Już nie raz, w ostatniej chwili decydowałam się na wyjazd, spontanicznie, mając świadomość że jak nie znajdę hotelu, to będę spać w aucie. Zawsze wtedy było najciekawiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wyjadę, ale spróbuję się cieszyć. Z uwagi na bliźnich, niektórych, którzy się cieszą.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja będę miała jeszcze gorzej. Bo 12-go będę obchodzić kolejne urodziny które mam 13go.
    Ale chyba powinnam się cieszyć, że ciągle JESTEM...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w każdym razie cieszę się, że jesteś. Urodzinowe serdeczności przesyłam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja od tak wielu lat mam wolne, że ten poniedziałek jest mi obojętny. Jednak jako obywatelka zgadzam się z Twoim zdaniem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Warto przeczytać!

POŻEGNANIE ONETU