Starość, a dokładniej
zgrzybiałość, od zawsze mnie przeraża. I nie tylko z powodu Alzheimera. Lista
powodów jest dłuższa, ale na jej prezentację szkoda czasu. Nic w niej
rewelacyjnego. Typowe strachy. „Czego
to ja nie mam? Aha, sklerozy”.
Przydarzyło mi się coś, co z lekka naruszyło mój dotychczasowy obraz smętnej starości. Spotkałam
osiem staruszek (oj wkurzyłyby się, gdyby wiedziały, że tak je nazywam): trzy
Jadwigi, Helenę, Krystynę, Janinę, Kazimierę i Henrykę. Ewidentne szczęściary,
jako że udało im się uciec przed zarazą wieku podeszłego, czyli otępieniem
starczym.
