Adieu moje książki

We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorobba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorobba. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 marca 2018

Starość nie jedno ma imię



Starość, a dokładniej zgrzybiałość, od zawsze mnie przeraża. I nie tylko z powodu Alzheimera. Lista powodów jest dłuższa, ale na jej prezentację szkoda czasu. Nic w niej rewelacyjnego. Typowe strachy. „Czego to ja nie mam? Aha, sklerozy”.
Przydarzyło mi się coś, co z lekka naruszyło mój dotychczasowy obraz smętnej starości. Spotkałam osiem staruszek (oj wkurzyłyby się, gdyby wiedziały, że tak je nazywam): trzy Jadwigi, Helenę, Krystynę, Janinę, Kazimierę i Henrykę. Ewidentne szczęściary, jako że udało im się uciec przed zarazą wieku podeszłego, czyli otępieniem starczym.