Nigdy, ani to nigdy
nie chciałam być myszą. Kiedy w dzieciństwie bawiliśmy się w zwierzęta, wcielałam
się w różnych przedstawicieli fauny, najchętniej w wiewiórkę, ale nawet na myśl
mi nawet nie przyszło, by przybrać postać myszki. I nie o jej szarość tu
chodziło, co o życie w wiecznym zagrożeniu Ptaszyska, kociska, ludziska –
wszystko to na biedną myszkę nieustannie czyhało. Nie, myszą być nie chciałam.
Adieu moje książki
We wszystkich moich domach zawsze było mnóstwo książek. I tak jest nadal. Nawet te najstarsze i najbardziej podniszczone towarzyszki mojego dzieciństwa zajmują kilka półek regału. Kiedy przeczytałam „Rzeczy których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy, zrozumiałam, że nie będę liczyć na decyzje potomnych, co z moich książek zostawić, a co oddać na makulaturę, tylko załatwię to osobiście. I nie tyle powyrzucam te wszystkie tomiska, chudsze i grubsze, na śmietnik (rzecz jasna w ramach selektywnego odbioru odpadów), co znajdę dla nich nowe domy. I tak powstał scenariusz do realizacji. Będę zdejmować z półek kolejne książki, czytać je po raz ostatni, oddawać im hołd w blogu i oddawać w ręce tych, których ucieszą. Przeczytają, odłożą na swoją półkę, albo puszczą w dalszy obieg. Zapraszam do lektury postów z serii ADIEU MOJE KSIĄŻKI.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mysz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mysz. Pokaż wszystkie posty
Subskrybuj:
Posty (Atom)
