piątek, 8 czerwca 2018

Pora jesieni, pora wspominania. Refleksje po wydaniu książki



Jak powstała moja książka: Pora jesieni, pora wspominania? Było tak:

Wraz ze śmiercią moich rodziców, wraz z ogromnym żalem i poczuciem straty, przyszła chęć pośredniego obcowania z nimi, poprzez ich wspominanie i tych wspomnień zapisywanie.  I tak to się zaczęło. Pochłonęło mnie odzyskiwanie śladów przeszłości, dzieciństwa, obrazów mego miasta rodzinnego Sieradza; przypominanie sobie wszystkich znaczących w tamtym okresie i miejscu osób. Wielu z tych już odeszło na zawsze i tylko w snach i we wspomnieniach mogli do mnie wrócić.


Najpierw pisałam do szuflady, potem niektóre z zapisów opublikowałam na blogu, a potem jeszcze dostałam propozycję, by je umieścić na sympatycznym portalu sieradz-praga.pl.  Tak też zrobiłam. Wspomnienia cały czas się rozrastały. Zaczęłam też rekonstruować drzewo genealogiczne, gromadzić dane o przodkach i tych po mieczu, i tych po kądzieli.

Pierwotny plan zakładał wydrukowanie zapisków na mojej sprawdzonej drukarce w kilkudziesięciu egzemplarzach, na ładnym papierze, oprawienie całości na podobieństwo prac magisterskich, i na koniec wręczenie bliskim i przyjaciołom.  Nie wiedzieć kiedy doszło do eskalacji. Pomyślałam sobie, że w dobie dzisiejszej, kiedy to każdy pisać może i każdy może wydać prawdziwą książkę, ja też mogę tego dokonać. No i wzięłam się ostro do roboty.

Niestety w nie najlepszym okresie odczułam ten wydawniczy imperatyw, bo nagle posypało się na mnie za dużo zdarzeń i zadań. I trochę w pośpiechu rzecz kończyłam. Z drugiej strony czułam, że jak teraz  sprawy nie zamknę, to będzie się ciągnąć w nieskończoność, będę wciąż tekst uzupełniać i poprawiać i w końcu nigdy książki nie wydam.  Obróbka techniczna, współpraca z grafikiem, kontakt z drukarnią, ustalenie kosztów, zorientowanie się w przepisach, również tych skarbowych, poczytanie wynurzeń tych, którzy już przeszli samodzielnie tę drogę, zapłacenie stosownych rachunków – i oto pewnego dnia paczki z moją książką nadeszły. I mogłam położyć swoją książkę na półce i podarować ją najbliższym. I zacząć nękać bliźnich, by dokonali jej zakupu.

Czy warto było? Na pewno tak. To niesamowita frajda, mieć to wszystko opisane i wydrukowane na dobrym papierze. Informować zainteresowanych, że nareszcie dzieło gotowe, że właśnie książka leży przede mną. Oczywiście radość daje każdy sprzedany egzemplarz, ale to niestety rzadka przyjemność. Sprzedaż książki przy pomocy reklamy na blogu okazała się utopijnym pomysłem. Sprzedałam w ten sposób 2 (słownie: dwa) egzemplarze. I chwatit. Ta ścieżka nie dla mnie.  Okazało się, że nie tak łatwo handlować książką bez pośrednictwa wydawnictwa.

Ale nie o to mi przecież chodziło. Najważniejsze jest to, że przeczytanie książki okazało się ważnym przeżyciem dla moich dzieci i dla moich bratanków, i ogólnie dla wszystkich bliskich mi osób. Otrzymałam kilka niezwykle osobistych listów, w których dziękowano za to, co napisałam i pisano o tym, jak bardzo lektura moich wspomnień pobudziła własną pamięć. Książka powędrowała do Rosji, Australii i Stanów Zjednoczonych. Tam gdzie emigrowali moi ziomkowie, czyli sieradzanie. 

No i jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Moje dzieło zostało zrecenzowane przez bardzo sympatyczne i kompetentne, jako że same piszą i to bardzo dobrze piszą, osoby, przez dwie wspaniałe blogerki:
Jotkę /paniodbiblioteki.blogspot.com/2018/05/jesienne-wspomnienia-wiosenna-pora.html/ i Stokrotkę /stokrotkastories.blogspot.com/2018/05/o-tym-jak-bliski-moze-byc-czowiek.html/. 
Ich refleksje po lekturze mojej książki, życzliwe, pełne ciepła i zrozumienia moich „wydawniczo-pisarskich” intencji, bardzo mnie ucieszyły i wzmocniły. Dziękuję.

I już na koniec, chciałabym podzielić się słowami Marii Agoston, która napisała o mojej książce w ostatnim numerze Kwartalnego Dodatku Głosu Polonii Węgierskiej, czyli w Głosie Polonii:
„Moja warszawska przyjaciółka z czasów szkolnych w Sieradzu przysłała mi niedawno swoją książkę: „Pora jesieni, pora wspominania”. (‘’’) w zakończeniu napisała: „No cóż, cieszę się, że napisałam tę swoją książkę jesieni życia, że symbolicznie posprzątałam po sobie.” Z zainteresowaniem i podziwem przeczytałam jednym tchem jej wspomnienia zebrane z wielką pieczołowitością i okraszone mnóstwem zdjęć „z lamusa”. Część osób opisanych w tej książce znałam lub znam osobiście (…)”.

I tak sobie myślę, że rzeczywiście o to posprzątanie najbardziej mi chodziło.

5 komentarzy:

  1. To ja dziękuję za możliwość przeczytania, a dzisiejsza notka to świetny bonus do lektury, bo Twoje wspomnienia to nie tylko posprzątanie, o którym piszesz, ale inspiracja dla wszystkich, którzy zamierzają podobnie i utwierdzenie się w przekonaniu, że nasze życie nie jest takie nudne jak nam sie często wydaje, bo z punktu widzenia czytelnika zupełnie inaczej to wygląda:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. To przede wszystkim niesamowita przyjemność to całe pisanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z prawdziwą przyjemnością przeczytałam i potem napisałam parę słów na temat Twojej ksiązki.
    Wiem co to pisanie bo jak sama wiesz wydałam juz trzy książki. Pisałam podobnie jak Ty głownie dla siebie i swoich najbliższych.
    Raz jeszcze gratuluję Ci Twojej książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki nie czytałam ale recenzje Jotki i Stokrotki owszem. Czytam ich blogi. Książki Stokrotki mam, ale Jotka chyba swoich wierszy czy wspomnień jeszcze nie wydała. Moja matka marzyła o napisaniu sagi. Po jej śmierci znalazłam strzępy rękopisu i chcąc je uchronić przed wyblaknięciem lub innego rodzaju utratą, przepisałam wszystko w laptopa. Jednak syn konfigurując go, skasował wszystkie zapiski, te matczyne także. Próbuję zachować resztki wspomnień z 60-letniego życia prowadząc blog. Twoją książkę też kiedyś przeczytam(gdy biblioteka(albo większa kasa, pozwalająca na zakup) przyjdzie do mnie. Gratuluję wydania książki, liczę że nie będzie pierwsza i ostatnią, ale tą która pozwoli przedłużyć radość z pisania. Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwono Zmyslona, przślij mi swój adres. Chętnie prześlę Ci książkę jesienia w prezencie, bo zachowałam kilka egzemplarzy na taką okazję.

      Usuń

Warto przeczytać!

POŻEGNANIE ONETU